<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Gdzie jest ulica Narutowicza?"> 
<author_1=Stefania Grodzieska>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="7">
<date=1954-07-25>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Jestemy Z mam dopiero niedawno w Lublinie, wic nieraz mam due trudnoci. Na przykad przedwczoraj miaam co do zaatwienia na ulicy Narutowicza. Mwi do mamy, e nie wiem, gdzie jest ta ulica, a mama mwi: Zapytasz, to ci powiedz.
Podchodz wic do jednej pani i pytam: Przepraszam pani bardzo, gdzie jest ulica Narutowicza? A ona mwi: Bardzo mi przykro, ale jestem nietutejsza.
Wic podeszam do innej pani i znw si pytam o tego Narutowicza. Ale ta pani nie bya taka grzeczna, jak tamta pierwsza i krzykna. Czego mi pani gow zawraca, niech si pani zwrci do kogo miejscowego!
Wic zwrciam si do takiego pana, ktry wyglda na miejscowego, ale on nie by taki grzeczny, jak pierwsza pani, ani zdenerwowany jak druga pani, tylko powiedzia zmartwionym gosem: Niestety nie wiem gdzie jest Narutowicza, ale moe panienka wie, gdzie jest Bychawska.
Ale ja niestety nie wiedziaam, wic podeszam jeszcze do jednego pana, ktry nie by ani grzeczny, ani zdenerwowany, ani zmartwiony, tylko bardzo zdziwiony i odpowiedzia: Jestem od trzech dni w Lublinie i kady do mnie podchodzi pyta si, gdzie jaka ulica.
Nastpna pani bya oburzona, e akurat do niej si zwracam, a ona si pieszy i nie ma czasu na rozmowy, ale gdyby nawet si nie pieszya, to i tak nie mogaby odpowiedzie, bo jest w Lublinie dopiero od miesica i prawie nie wychodzi, bo si boi bombardowania, wic skde ona moe wiedzie, gdzie jest Narutowicza.
Pomylaam, e juz chyba nic nie zaatwi na tego Narutowicza, bo si robi pno, ale jeszcze zaryzykowaam i podeszam do jednego pana. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
